← White Whisper

Pablito · 11 października 2026 · ▶ 2:54

Wszystko jest w rogu

0:00 / 2:54

Chcę przejść na drugą stronę płotu. Bezskutecznie. Płot jest nowy, panelowy, bardzo wysoki. Nie ma na czym postawić nogi ani jak się podciągnąć.

Przypominam sobie, jak Mistrz mówił mi, że wszystko mam w rogu. Wszystko dla mnie jest w rogu.

Biegnę do jednego rogu, szukając możliwości wyjścia. W rogu też nic. Biegnę do drugiego rogu. Tam też nie jestem w stanie przeskoczyć.

Ale przecież to ode mnie zależy, jakie to będzie zakończenie. Mogę robić wszystko, co chcę, bo to jest tylko symulacja. To nie dzieje się naprawdę. Jestem już przy samym końcu gry.

Chwytam rękami za panel i zaczynam go ciągnąć do siebie. Ku mojemu zdziwieniu udaje mi się go odgiąć na tyle, że mogę się na niego wdrapać.

Wdrapując się, gubię jednego crocsa.

Jestem po drugiej stronie. Jestem wolny. Stoję na ulicy pośród sosen.

Wykonuję krótką kalkulację: nie opłaca mi się wracać po tego crocsa. Muszę uciekać. Otrzepuję nogę i biegnę dalej, tą jedną w samej skarpecie.

Ulica jest oblodzona. Skarpeta coraz bardziej przesiąka śniegiem. W końcu zaczynam biec na jednej nodze, bo jest mi za zimno. Skaczę jak Forrest Gump.

Robi się coraz zimniej. Do końca ulicy, gdzie jest przystanek autobusowy, do którego chcę dobiec, zostało jeszcze ze trzysta metrów.

Ściągam tę skarpetę i wyrzucam. Myślę, że tak będzie lepiej. Teraz mam już jedną stopę bosą.

Idę dalej, kuśtykając. Jestem już tak zmęczony tym skakaniem, że opieram się o betonowy płot i rozglądam. Tak dobrze licząc, ci policjanci powinni już tutaj po mnie przyjechać.

A w przepowiedni jest, że będę musiał wskoczyć na radiowóz policyjny i gołymi rękami wybić szybę.

Posuwam się do przodu, ale bardzo powoli. Jest ciemno. W oddali widzę światło latarni, tej przy przystanku, czyli przy miejscu, do którego zmierzam.

Mam już dosyć. Chcę, żeby mnie złapali, bo zwyczajnie marznę. Nie mam kurtki, brakuje mi buta i skarpetki. Zaczynam się bać, że mogę odmrozić tę stopę.

I wtedy za mną, w oddali pojawiają się światła samochodu.

Aha. Czyli już jadą po mnie.

Światła reflektorów dosięgają mnie. Kiedy jest już blisko, wchodzę na środek drogi i staję przodem do radiowozu.

Podjeżdżają i zatrzymują się metr ode mnie.

Wskakuję na maskę i zaczynam gołymi rękami okładać szybę. Pęka raz po raz pod naciskiem moich pięści. Nie przebijam jej.

Jeśli mierzysz się z kryzysem — Centrum Wsparcia dla osób w kryzysie psychicznym: 800 70 2222 (całodobowo, bezpłatnie).